Chociaż wyżej, w trzydziestym trzecim rozdziale tej księgi, wspomniano już Hansa Brigera jako podpalacza, muszę jednak jeszcze raz o nim napomknąć i przytoczyć tu jego niesłychane morderstwa.
Reinhold Curicke, Der Stadt Danzig Historische Beschreibung, Amsterdam, Gdańsk 1686 r.
Zima w 1494 roku była wyjątkowo sroga. 4 lutego, kiedy mieszczanie powoli kończyli kolejny dzień pracy i rozchodzili się do swoich domów, nikt nie spodziewał się dramatu który miał się rozegrać wieczorem.
Około godziny dziewiętnastej, stojąc przy wielkim Żurawiu, bylibyśmy świadkami strasznych wydarzeń. Na północnym cyplu dzielnicy spichlerzy najpierw pojawiła się łuna, potem krzyki, wreszcie płomienie, które zaczęły pożerać budynki.
Ogniem zajęły się dwa ważne kompleksy: Dwór Smolny oraz Dwór Popielny. W tym pierwszym składowano i sprawdzano jakość smoły, dziegciu, lnu, konopi, miodu i wosku, w drugim zaś składowano potaż. Pod tą nazwą kryje się węglan potasu, który był otrzymywany z popiołów drzewnych. Ta substancja, po odpowiednich chemicznych obróbkach, była pożądana w wielu gałęziach przemysłu. Wykorzystywano ją do bielenia tkanin, produkcji mydła, szkła, porcelany, prochu, saletry, przy garbowaniu skór. Potaż był nawet stosowany w piekarnictwie i browarnictwie.
Niespodziewany pożar szybko zaczął trawić budynki i łatwopalne towary, które w nich składowano. Ogień szybko przeniósł się na sąsiadujące spichlerze, które zajęły się w mgnieniu oka. Informacje na ten temat możemy znaleźć w zapiskach żyjących ówcześnie Gdańszczan. Christoph Beyer, gdański rajca i kronikarz który spisywał najważniejsze wydarzenia w mieście, był świadkiem tych tragicznych wydarzeń. Według jego zapisków, w pożarze zginęło czterdzieści osób. Pożar trwał przez całą noc, aż do dnia św. Agaty, czyli do 5 lutego. Caspar Weinreich, gdański szyper i świadek tych wydarzeń, również opisuje ten pożar, lecz według niego zginęły w nim dwadzieścia cztery osoby.
Dzięki relacjom obu kronikarzy wiemy, że pożar nie był dziełem przypadku: było celowe podpalenie, którego dopuścił się rzeźnik Hans Briger wraz ze swoimi towarzyszami.

Kilka miesięcy później, w okolicach Zielonych Świątek (a według Weinreicha w niedzielę przed dniem świętego Jerzego, które przypada na 23 kwietnia), na ulicy Szerokiej dokonano podwójnej zbrodni. Zamordowano niejakiego Henninga (bądź Heinricha) Sachsego, karczmarza, a w jednym z domów młodą kobietę. Wybór ofiar nie mógł być przypadkowy, bowiem Hans Briger mieszkał zaledwie kilka domów dalej. Schwytano go szybko: już 23 kwietnia, w dzień świętego Jerzego.
Podczas przesłuchania Briger przyznał się do dwóch niedawnych morderstw, a także do podpalenia spichlerzy i do zabójstwa własnego ojca sprzed kilku lat. Zwłoki odnaleziono w jamie na odpady, lecz w tamtym czasie nie ustalono sprawcy. Briger zeznał ponadto, że przy podpaleniu współdziałały z nim następujące osoby: brat Mattias/Macz Briger, rzeźnik Michel Kutteler oraz tokarz Dewes Kolberg.
Wszyscy zamieszani w sprawę podpalenia trafili w ręce gdańskiego wymiaru sprawiedliwości. Zostały im wymierzone surowe kary. Weinreich zanotował: Hans Briger został przewieziony na teren spalonego Dworu Smolnego i tam szarpano go rozżarzonymi cęgami, a potem wleczono go przez miasto (…); tam położono go na wóz i zawieziono go pod szubienicę; tam został kołem łamany od dołu aż do góry. Potem, po czternastu dniach, w piątek przed Zielonymi Świątkami. skazano jego brata i Michela Kutelera, których wskazano jako głównych prowodyrów pożaru. Przywiązano ich do słupa na wozie i obwożono ich po Gdańsku, a w czterech miejscach w mieście szarpano ich rozżarozynymi cęgami w lędźwie i uda. Potem przewieziono ich na pogorzelisko i tam ich spalono.
Wydarzenia te poruszyły ówczesnych mieszkańców niemało. Nie tylko straty i rozmiar zbrodni budziły grozę, lecz i to, że sprawcami byli mieszczanie. Sprawa Hansa Brigera i jego wspólników trwale zapisała się w lokalnej tradycji i zbiorowej pamięci Gdańszczan.
Sprawa Brigera u Simona Grunaua
Briger pojawia się na kartach Kroniki Pruskiej z pierwszej połowy XVI wieku. Jej autor, Simon Grunau, był dominikaninem, który kilka lat spędził w gdańskim klasztorze. Chociaż kolejne pokolenia historyków zawierzały Grunaowi, później zaczęto kwestionować informacje w niej zawarte. Bez wątpienia Kronika Pruska jest ważnym przykładem, jak postrzegano rzeczywistość u progu epoki nowożytnej.
Grunau opisał Hansa Brigera w rozdziale zatytułowanym O bardzo złym człowieku w Gdańsku i jego czynach. Według dominikanina, Briger był z pochodzenia Ślązakiem, który miał szczególne upodobanie i wewnętrzne pragnienie, by dla zabawy potajemnie podpalać i mordować. Przyjrzymy się bliżej tej relacji:
Briger po raz pierwszy zabił człowieka, kiedy miał osiemnaście lat: ofiarą był jego własny ojciec, który karmił konie w stajni. Po tym morderstwie Briger udał się do Gdańska, gdzie został rzeźnikiem, a po pewnym czasie pojął za żonę wdowę po innym członku cechu. Briger roztrwonił cały majątek, który wniosła do małżeństwa, a gdy kobieta z tego powodu zaczęła się na niego gniewać i robić mu wymówki, zadusił ją poduszką, a następnie poślubił młodą dziewczynę.
Według Grunaua, kiedy Briger jeździł po wsiach po bydło, przy okazji gdzie tylko mógł i gdzie znalazł sposobność, zabijał ludzi, których napotkał. Trwało to długo, a odnaleziono wiele ofiar. Nie uczynił tego dla pieniędzy, lecz z lubieżności i z chęci zaspokojenia namiętności. Przed podpaleniem dworów miał ponoć zamiar wzniecić pożary w mieście podczas procesji na Boże Ciało, aby zobaczyć, jak ludzie będą biegać, i co też księża i mnisi uczynią z Najświętszym Sakramentem. Jakiś czas później ze swoim kompanem udali się do dzielnicy spichlerzy, gdzie rozniecili ogień w Dworze Smolnym. Grunau dodaje więcej szczegółów: oprócz dworów i spichlerzy ogniem zajęły się też statki na skutej lodem Motławie. Ciekawym detalem dodanym przez dominikanina jest zachowanie kupców, którzy próbowali ratować swój dobytek ze statków i spichlerzy, proponując ludziom pieniądze w zamian za pomoc. W pożarze miało zginąć trzysta osób, które próbowały ratować wosk, len, chmiel, słoninę, skóry kun, soboli i inne kosztowne futra.
W niedzielę, w tygodniu po Środzie Popielcowej, Hans Briger wieczorem przyszedł do domu pewnego karczmarza , by napić się piwa. Pił długo: wraz z innymi gośćmi opróżnił całą beczkę. W końcu wszyscy rozeszli się do domów, poza jednym piekarzem, któremu gospodarz udzielił noclegu. Z nim Briger został jeszcze w izbie i pił dalej.
Około dziewiątej w nocy gospodarz był już zmęczony. Położył się spać, a służąca, która wszystko przygotowała, również zasnęła w izbie, na ławie. Briger widział to wszystko. Wdał się z piekarzem w kłótnię, po czym wyrzucił go z domu, zamknął drzwi i sam położył się na ławie. Kiedy upewnił się, że wszystko ucichło, podszedł do dziewczyny i w czasie snu przeciął jej gardło rzeźnickim nożem. Następnie poszedł do gospodarza i uczynił to samo, gdy ten spał. Potem otworzył skrzynię, zabrał z niej 300 marek, wyszedł i mocno zamknął drzwi.
Rano, około szóstej, poszedł do wierzycieli, którym był winien pieniądze, i spłacił ich uczciwym węgierskim złotem. O siódmej, ósmej i dziewiątej przyszli ludzie do karczmarza po piwo, lecz zastali drzwi zamknięte. Natychmiast pojawiły się podejrzenia, że domownicy zostali zamordowani, więc powiadomiono władze. Drzwi wyłamano, a w środku znaleziono ofiary. Wybuchł krzyk i zamęt. Wszyscy pytali, kogo ostatnio widziano wchodzącego do domu i wychodzącego z niego. Jedni mówili to, drudzy tamto, lecz imię Hansa Brigera padało najczęściej. Usłyszała to także jego żona. Wiedząc, jak było naprawdę, pobiegła do domu i zawołała:
‒ Och, mój drogi Hansie!Popełniono morderstwo. Cały lud i władze stoją przed domem i ciebie wymieniają. Wczoraj byłeś tam na piwie; jeśli jesteś niewinny, na Boga, uciekaj!
Wtedy Briger wpadł w furię. Wyciągnął nóż, którym mordował, i rzucił nim w żonę; trafił ją w szyję i wybiegł. Ostrze roztrzaskało się na kawałki, a Briger uciekł w stronę rowu biegnącego przed domem. Uczciwi ludzie zamknęli miasto i rozpoczęto poszukiwania wszystkich, którzy mogli uciec. Wkrótce ustalono, że Briger ostatni widział piekarza i karczmarza za życia, dlatego zaczęto poszukiwania. Wtedy odezwał się jeden z mężczyzn:
‒ Niech będzie, jak chce, ale powiem wam: Hans Briger był mi winien 50 marek pożyczonych pieniędzy. Upominałem go wiele razy, a on zawsze przysięgał, że ich nie ma. Ale dziś rano, około szóstej, przyszedł i dał mi 25 węgierskich guldenów, bardzo starych monet.
Na tej podstawie postanowiono go pojmać i przesłuchać. Tak też się stało. Briger bluźnił i krzyczał, że uwięziono go przemocą, a jeśli spotka go krzywda, ma dwóch braci, którzy się zemszczą. Natychmiast posłano więc po braci i schwytano ich, choć nic o sprawie nie wiedzieli. Hans Briger trafił do więzienia. Jeden z braci powiedział od razu:
‒ O, Boże, ja przecież mówiłem Hansowi, żeby nie zabijał.
W Gdańsku katem był mistrz Lammert, doświadczony oprawca. Przez całą noc torturował Hansa Brigera, lecz długo nie mógł wydobyć zeznań i zaczęto się obawiać, że nic nie wyzna. Wreszcie jednak, przez niewielką, lecz osobliwą mękę , zdołał go złamać i rzeźnik przyznał się do wszystkich morderstw oraz podpaleń, których miał dokonać w życiu. Wkrótce wyprowadzono go przed zgromadzony tłum. Był już bardzo słaby, więc wleczono go siłą, a jego braci wyprowadzono z tłumu. Okazał skruchę i żal, lecz milczał. Zapytany, powiedział:
‒ Och, nieszczęsny ja człowiek, gdybym tylko posłuchał swego sumienia.
‒ W jakiej rzeczy? ‒ dopytano.
Odpowiedział:
‒ Gdy wróciłem z zabójstwa karczmarza,, miałem zamiar zabić żonę i dziecko, ale diabeł mi w tym przeszkodził.
Wtedy kat kazał powalić go na ziemię. Pomocnicy rozciągnęli go na kole i przez trzy godziny męczyli, łamiąc kończyny, aż do śmierci.
Briger na kartach dzieł kolejnych historyków
Z Grunaua korzystali kolejni gdańscy historycy. Caspar Schütz, sekretarz gdańskiej Rady Miejskiej, był również historykiem. Jego zainteresowania skupiały się wokół dziejów Prus i Gdańska, a w 1592 roku opublikował swoje najsłynniejsze dzieło, Historię spraw pruskich, to jest prawdziwy i właściwy opis ziem (Historia Rerum Prussicarum, das ist wahrhaffte und eigentliche Beschreibung der Lande Preussen), traktujące o dziejach regionu. Miał dostęp do starych kronik i źródeł historycznych, a ponadto przyjaźnił się z innymi gdańskimi kronikarzami. W swoim dziele poświęcił też miejsce Hansowi Brigerowi, dodając do opowieści wiele szczegółów, opierając się również na przekazie Grunaua.
Schütz opisując wydarzenia sprzed stu lat wspomina, że Briger był starszym cechu rzeźników, a na drogę występku pchnęły go problemy finansowe. Po pożarze i morderstwie opuścił na kilka dni Gdańsk, co wywołało podejrzenia władz i doprowadziło do jego aresztowania. Podczas tortur wyznał swoje przestępstwa, w tym zabójstwo ojca.
Schütz naświetlił tą starą zbrodnię:
…a co było najstraszliwsze: przyznał także, niepytany, że zamordował swego własnego, rodzonego ojca, już wówczas starego człowieka, w zamiarze, że ten miał zgromadzić szczególnie wielką ilość pieniędzy, a syn, zły chłystek, nie chciał, aby ojciec żył zbyt długo; i stało się to dwa lata przed owym podpaleniem. W tym samym czasie, gdy znaleziono ojca zabitego i zamordowanego w jednej jamie, i nikt nie wiedział, kto to uczynił, on jeszcze z fałszywego serca urządzał wielką żałobę i kazał ojca zgodnie z prawem pochować, aby nikt nie dostrzegł jego diabelskich występków.
Gdański historyk dopowiedział również los pozostałych sprawców pożaru, którego nie zanotowali Weinreich i Beyer: ścięto ich mieczem.

W kolejnym stuleciu Briger pojawił się na kartach słynnego dzieła Reinholda Curickego, wydanego w 1686 roku Der Stadt Danzig Historische Beschreibung... (Historycznego opisu miasta Gdańska…). W tej księdze opowieść o Brigerze wyraźnie się rozrasta i nabiera dramaturgii, a Curicke kompiluje starsze przekazy.
Rzeźnik miał pochodzić ze Śląska i już tam, jeszcze za młodu, „źle się prowadzić”. Po przybyciu do Gdańska pojął za żonę wdowę, szybko oddał się hazardowi, a gdy przegrał cały jej posag i kobieta uniosła się gniewem, zasztyletował ją z zimną krwią. Potem miał wziąć za żonę kolejną kobietę. Curicke podkreśla przy tym, że Briger mordował nie tyle dla pieniędzy, ile dla własnej, spaczonej przyjemności. Przed podpaleniem dworów miał ponoć planować wzniecanie pożarów w mieście podczas procesji Bożego Ciała — tylko po to, by patrzeć, jak ludzie będą biegać, i sprawdzić, co księża oraz mnisi uczynią z Najświętszym Sakramentem.
Autor rozwija również historię karczmarza Sachsena. Briger miał pójść do jego wyszynku, bo krążyły plotki, że Sachsen trzyma w domu spore pieniądze. Usiadł i pił tak długo, że wszyscy goście w końcu się rozeszli — z wyjątkiem bednarza, którego gospodarz obiecał przenocować. Gdy zrobiło się późno, karczmarz położył się do łóżka, a dziewczyna roznosząca piwo zasnęła na skrzyni. W domu nie było gospodyni: odbywała pielgrzymkę, przyrzeczoną w łożu śmierci poprzedniemu mężowi. Briger, widząc, że w środku zostali właściwie tylko gospodarz i służąca, wszczął z bednarzem udawaną, fałszywą kłótnię, wypchnął go za drzwi, zamknął je za sobą i czatował, aż wszystko ucichnie. Wtedy podszedł najpierw do dziewczyny, potem do karczmarza i obojgu poderżnął gardła rzeźnickim nożem. Następnie wyłamał skrzynię, zabrał z niej 300 marek w złocie i odszedł.
Rano przyszli ludzie po piwo. Ponieważ nikt nie otwierał, narosły podejrzenia i zawiadomiono podsędka. Kazał otworzyć dom i znalazł dwoje zabitych, leżących we krwi w żałosnym stanie. Zaczęły się domysły: jedni podejrzewali tego, inni tamtego, aż w końcu padło nazwisko Hansa Brigera oraz bednarza. Wieść usłyszała mimochodem także żona Brigera, która nic o tym nie wiedziała i akurat przechodziła obok. Pobiegła więc do domu i ostrzegła męża, że doszło do straszliwego morderstwa, a podejrzenia mogą paść również na niego; jeśli to prawda, powinien zawczasu się oddalić. Briger wpadł w szał: rzucił się z nożem na żonę, a gdy ta wyskoczyła za drzwi, cisnął za nią ostrzem tak, że roztrzaskało się o rynsztok przed domem.
Tymczasem bednarza wezwano przed Radę. Opowiedział sprzeczce i o tym, jak Briger wypchnął go za drzwi. Ktoś dodał też szczegół, który wzmacniał podejrzenia: przed pewnym czasem bednarz pożyczył Brigerowi 50 marek, a mimo wielokrotnych upomnień nie mógł odzyskać długu aż do tego ranka, około godziny szóstej, gdy Briger przyniósł mu 25 dobrych, starych węgierskich florenów. Wtedy mordercę pojmano. Choć początkowo wszystkiemu zaprzeczał, w końcu przyznał się do tej zbrodni oraz do innych czynów, których miał dopuszczać się przez całe życie. Dlatego w 1494 roku szarpano go rozżarzonymi kleszczami, potem położono na kole, a na końcu powieszono za szyję na szubienicy stojącej nad kołem.
Przestępca, który stał się legendą
W kolejnych stuleciach opowieść o Hansie Brigerze dalej ewoluowała, ale z grubsza przypominała już wersję zamieszczoną przez Curickego. Przez stulecia Briger był jednym z najbardziej niesławnych przestępców w historii miasta, a jego działania nie tylko zapisały się w ludzkiej pamięci, ale zmieniły przestrzeń miasta. Zarówno Dwór Smolny jak i Dwór Popielny przeniesiono na południowy kraniec dzielnicy spichlerzy. W XIX wieku na ich miejscu powstał dworzec kolejowy Brama Nizinna oraz pierwsza gdańska gazownia. Dzisiaj, poza kilkoma reliktami, nie ma po nich śladu, a w tym miejscu wyrastają nowe, współczesne osiedla.